Długo nie pisałam, bo nie miałam czasu. Trzeba było poprawiać wiele rzeczy i napisać wypracowanie na fizykę, z której byłam zagrożona. Tak dużo do zrobienia było, a jeszcze więcej mam do zrobienia teraz. Ale dość o tym, bo samo myślenie o szkole mnie męczy.
Dieta jakoś idzie. Powoli bo nie umiem się powstrzymać wieczorem przed jedzeniem, ale idzie. I tak jest lepiej niż było w zeszłym roku, a wolę nie pisać dlaczego, bo jak napiszę i się pochwalę, to wszystko pierdolnie i znowu będę musiała zaczynać od nowa. Po prostu polepszyło mi się myślenie na ten temat. I tak sobie wyliczyłam, że jeśli w listopadzie na moje 18 urodziny chcę wkroczyć do dorosłości, to już od teraz muszę chudnąć po 3 kg miesięcznie. Bardzo realne takie postanowienie chyba, co nie? Tym bardziej, że na rok 2013 nie mam żadnych to takie jedno nie zaszkodzi ;p Ale jest też inna opcja, która też byłaby możliwa, ale nie nastawiam się na nią bo z moim rekordem dni bez zawalania (3) to tak daleko nie zajdę. Myślę o 5kg na miesiąc, bo wtedy wraz z końcem czerwca osiągnę cel 50 kg. Tak ładnie zaczęte ostatnie niepełnoletnie wakacje :) Ale jest też tego minus, bo do mojej osiemnastki mogę wtedy łatwo dużo przytyć i nie pozbędę się wtedy mojej już odrobinę workowatej skóry.. A tak 3 kg miesięcznie, to i zdrowe i w miarę łatwe bo nawet przy 1000 kcal dziennie tyle osiągnę.
Poza tym dostałam we wtorek zaproszenie na osiemnastkę koleżanki z klasy. Połowa mojej klasy tam będzie i mnóstwo jej znajomych. Wgl nie spodziewałam się, że mnie zaprosi, bo ogólnie nie gadamy ze sobą o sprawach innych niż związane ze szkołą. Po części chciałabym tam pójść, bo odmawiając wszystkim, wyjdę na dziwaczkę i do tego lubię tą dziewczynę, więc głupio by mi było odmówić. Ale powinnam raczej odmówić, bo po pierwsze idąc tam nie będę się czuła dobrze, bo jestem gruba, a jeszcze mam jeść coś (kolacja + impreza) i do tego będzie alkohol. Po drugie będę ją musiała zaprosić na moją osiemnastkę, a nie wiem, czy ją będę w stanie wyprawić nie tylko ze względu na kasę (planuję zarobić co nieco przez wakacje), ale też na to, że nie chcę być tam w centrum uwagi (wszyscy na mnie patrzą i to z każdej strony i wgl..). A do tego zapraszając tych, co mnie zaproszą + rodzinę to wyjdę na totalnego no-lifa, bo przez izolowanie się od ludzi straciłam część przyjaciół i kontaktuję się tylko z jedną przyjaciółką, którą znam od dawna i osobami z mojej klasy. Tak źle i tak nie dobrze. Nie wiem, co mam robić.. I do tego moja mama marudzi, że nie wie, czy wyprawi mi 18-stkę, bo się boi całego tego organizowania sal, jedzenia itp. Ona się boi, a co ja mam powiedzieć?
Błagam, pomóżcie!
Znowu napisałam dużo za dużo. Prawie jak wypracowanie..
Dzisiaj jeszcze was poodwiedzam, ale dopiero wieczorem :)
Do zobaczenia :*
Nie gra roli to jak wolno idziesz, jeśli nie przestałaś. Nie ważne czy zawaliłaś dzień, ważne, że dalej się podnosisz.
OdpowiedzUsuńNie wiem co ci radzić z tą 18. Znając mnie, bym nie poszła. Po 1: jedzenie, po 2: znajomi, po 3: zazwyczaj staram się unikać takich imprez, chyba, że jest to bliska jakaś mi osoba. Wtedy aż żal odmówić. Musisz zdecydować, czy bardziej da ci to korzyści czy negatywne skutki. :)
Pozdrawiam.
http://you-have-to-be-strong.blogspot.com/
Na pewno z tą osiemnastką dasz sobie radę, nie martw się tak tym;)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki aby udało ci się chudnąć 5 kg na miesiąc.
Buziaki;***<3
Z tą osiemnastką zrób tak, jak uważasz. Jeżeli pójdziesz tam, i odkryjesz, że wcale nie chcesz tam być to, cóż, to nie będzie mieć sensu. Trzymaj się. :)
OdpowiedzUsuńReklamuję się ;p http://www.marcepanowa-panna.blogspot.com