piątek, 1 lutego 2013

01.02 My life suck

Tydzień siedzę w domu. Leczę się, bo ostatnio miałam gorączki co drugi dzień, a to było dziwne, więc wolałam zostać w domu i się wyleczyć, niż potem na serio się rozchorować i cierpieć. Nie pisałam, bo nie miałam o czym. Byłam jak robot ustawiony na wieczne odpoczywanie.
Jednak ten tydzień siedzę w domu, z nudów gram w jakieś dziwne gierki w internecie. Ostatnio wciągnęło mnie jednak oglądanie seriali. Wolę oglądać je w internecie bo nie muszę czekać na następny tydzień, żeby zobaczyć co się będzie działo dalej. Jednak może to przez te seriale, a może przez brak szkoły, ale czuję się dziwnie. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Moje życie nie ma większego sensu. Odchudzam się. Niby ok. Walczę o to, co chcę osiągnąć. Zaczęłam nawet ćwiczyć. Właśnie czuję jak ciało prosi o kolację, ale mu jej nie dam, bo chcę się powstrzymać teraz, kiedy mam motywację, aby zawalenie nie było tragedią. W sumie to też przez wczorajszą bułkę z kruszonką i ciastka, że teraz chcę się ukarać, ale trudno. Moja głowa podpowiada mi, że nie potrzebuję jedzenia i nie zjem już dzisiaj nic.
Poza tym wiem, że to głupie, ale tęsknię za tym, z czym walczyłam przez ostatnie pół roku. Chodzi o moje zaburzenie obsesyjno-kompulsywne. Jestem tak blisko wygranej. Ale chyba się poddam, bo chcę wrócić do czasów, kiedy bycie czystym sprawiało mi radość. Kiedy unikanie dotyku było rzeczą, która najbardziej mnie wkurzała, a nie to jaka jestem. A teraz czuję, że jestem nikim, bo moje życie nie ma sensu. Chciałam być aspołeczna, bo tak jest bezpieczniej. Zero znajomych, którzy zachęcają do złych rzeczy czasami, zero kłótni z rodzicami, że nie ma mnie prawie wcale w domu, zero problemów. Ale w zamian ostrzymałam coś, co sprawiło, że teraz żałuję tego co zrobiłam. Nie mam nikogo, dla kogo liczyłoby się to co u mnie. Tylko rodzice, ale czasami mam wrażenie jakby to robili z przymusu. Teraz wiem, że takie życie nie ma sensu. Nikt nie przejmuje się tym, czy w ogóle żyjesz. Tydzień nieobecności, a na telefonie w skrzynce nadawczej znalazłam tylko sms z nakazem zwrócenia zeszytu koleżance z klasy. Przecież tego chciałam.. Ale myślałam, że to będzie wyglądało inaczej.. Niech to będzie przestroga dla tych, co chcą walczyć o spokój i aspołeczność, tak jak ja niedawno chciałam.

Przyjaciół nie odzyskam. Nie widzę szans na nowych, bo nie akceptuję sama siebie. Czuję się co raz gorzej widząc siebie w lustrze. A jeszcze miesiąc temu nie obchodziło mnie to i byłam cholerną optymistką. Myślałam, że jak się odetnę, będę miała czas dla siebie i będę mogła robić to co chcę, a potem wystarczy pare wyjść na dyskoteki i kogoś sobie znajdę i wszystko będzie ok. Nie będzie. Muszę coś zrobić, ale nie wiem co. Pogubiłam się.
Póki co planuję trzymać się diety i być może wrócić do OCD. To przecież jedyne rzeczy, które dawały mi poczucie bezpieczeństwa i względną radość.

Oby u was kochane było lepiej :*

2 komentarze:

  1. czyli czas najwyższy zastanowić się nad moim zachowaniem, bo u mnie podobnie, ale ja mało świadomie wyłączam się z towarzystwa
    trzymaj się ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co u mnie jest najgorsze? To, że myślałam, że jeśli będę się od nich odsuwać będzie mi lepiej, będę szczęśliwsza. Z jednej strony lepiej zostać samą niż otoczona ludźmi, dla których jesteś dodatkiem, nieistotnym, zawsze można cię wyrzucić.
    Nie to, że zostałam całkowicie sama, bo czasem wychodzę z domu do znajomych, których jest niewiele, ale zdałam sobie ostatnio sprawę z tego, że dla nich też jestem obojętna. I nie ważne co zrobię, zawsze tak będzie.
    To okropne jak myśląc, że dążymy do perfekcji, szczęścia straciłyśmy to, czego nigdy już nie odzyskamy. Przyjaciół, szczęścia i beztroski.

    OdpowiedzUsuń